Czas na kiełki

Nareszcie spóźniona wiosna do nas zawitała. I nie, żebym narzekała, ale czas na nią był już najwyższy. Zresztą, z kim bym nie wymieniła paru zdań, to również nie obyło się bez manifestacji niezadowolenia z powodu przydługiej zimy.

 

Ale do rzeczy. Temat dziś iście wiosenny z uwagi na kolor, a mowa właśnie o wiosennie zielonym kolorze w naszym domu. Żeby nie było – również na talerzu 🙂

 

Wiosna to czas, gdy rozglądamy się za nowalijkami i choć na nie jest zdecydowanie za wcześnie, to ukazujące się na sklepowych półkach: młoda marchew, ziemniaki czy truskawki, kuszą swym smakowitym wyglądem oraz zapachem. Nie dajmy się jednak zwieść, bo faktycznie jest to „nas czarowanie” przez sprzedawców, działając poprzez nasze zmysły.

 

O tej porze roku każdy uczciwy dietetyk mówi o kiełkach i drzemiącym w nich potencjale zalecając do ich spożywania. Bomba witaminowa i w zasadzie wyczerpałam już temat 🙂